Serdecznie Witamy w Kąciku o Hrabalu
To miejsce poświecone twórczości ikony czeskiej i światowej literatury Bohumilowi Hrabalowi.
W naszym kąciku znajdziesz ciekawostki z jego życia, fragmenty twórczości, zdjęcia zarówno Hrabala jak i jego kotów,
jak również dowiesz się co nowego w Pradze, jakie czeskie piwo i gdzie warto wypić. Zapraszamy.
W Gdańsku powstaje KLUB PABITEL.
Zgłoszenia członkostwa można przesyłać -
Przemysław Anders - na e-mail: tomanders@tlen.pl
lub klub.pabitel@brandbook.co.uk.
W TYM ROKU MINĘŁA 10-TA ROCZNICA TRAGICZNEJ ŚMIERCI B. HRABALA. PUBLIKUJEMY JEDYNE EPITAFIUM NAPISANE PRZEZ POLAKA, KTÓRY NALEŻAŁ DO KRĘGU OSÓB NAJBLIŻSZYCH HRABALOWI.
NASZE WYDAWNICTWO JEST PIERWSZE, KTÓRE JE PUBLIKUJE.
EPITAFIUM ZAPISANE W LOCIE Z PIĄTEGO PIĘTRA
PRAGA, MIASTO UTAJONYCH IKARÓW
czyli
życie pod specjalnym nadzorem
Czy pamięta Pan, Panie Hrabal... to było w Galicji na rogu ulicy Mickiewicza w Drohobyczu... Wieczorem...
To był tragiczny czwartek 12 listopada 1942 roku... w Wigilię przed wyjazdem B. Schulza do Warszawy... bowiem ten wyjazd umożliwiał jemu ucieczkę w sens i ukrycie się przed bliskością gestapowskiej śmierci...
Na tym skrzyżowaniu pod czynszową kamienicą gdy Brunon szedł po chleb dla swojej rodziny, która tak samo głodowała i czekała na te kruszyny chleba jak Pana gołębie na oknie w szpitalu Bulowaka i jak Pana czworonożne dzieci w Kersku...
I w ten wieczór zapomniany przez Boga dwie kulki stały się przeszkodą dla kruszyn chleba... nie do pokonania dla tej troskliwej duszy Galicyjskiego Pisarza i one stały się chlebem powszednim na Ostatniej Wieczerzy... tego ulubionego przez Pana... młodego pisarza z Galicji... którego słowa tak głęboko zapadły w Pana pamięci, które od dzisiaj wspólnie czytacie W Sanatorium pod klepsydrą...
Bo dwie ołowiane kruszyny rozgrzane nienawiścią i niesione ogniem holocaustu otworzyły mu Bramę Wieczności...
Ja dzisiaj skończyłem przepisywanie z "wizji" na "fonię" moją sztukę teatralną Naama wnuczka Adama...
A pan też dzisiaj, panie Hrabal "skończył" swoją sztukę w Teatrze Życia... Lotem jak Ikar... Wysoko ku słońcu...
Tak jak ten młody pisarz z Galicji w tym małym miasteczku w Drohobyczu niósł Pan kruszyny chleba dla swojej skrzydlatej "rodziny"...
Bo wszystko, co jest żywe na tej ziemi było Pana rodziną...
I odleciał Pan razem z ptakami pokoju w nieistnienie...
Tam gdzie Galicja czeka na swego Ikara z Kerska
Panie Hrabal... dwa razy odwiedzałem Pana w szpitalu Bulowaka...
A po raz trzeci odwiedzę już tylko Pana na drodze, którą wszyscy nazywają "ostatnią"...
Lecz to nie będzie Pana ani moja "ostatnia droga" bo jeszcze się spotkamy w tym i w przyszłym życiu...
Pamiętam jak kiedyś u Złotego Tygrysa Pan mi powiedział, że moje życie skończy się tragicznie... że ja skończę pod kołami pociągu...
a kiedy o tych słowach myślę to jest mi strasznie smutno bo Pan chciał tak samo jak gołębie dolecieć do Nieba do swojego życia...
I chociaż miał Pan skrzydła to jednak Los... podobnie jak temu pisarzowi z Galicji Los mu przygotował Ostatnią Wieczerzę z dwóch kulek ołowianych... które niosło przeznaczenie kiedy wyleciały z pistoletu gestapowca i dosięgły głowę pisarza z Galicji...
A Panu... panie Hrabal Los dzisiaj też przygotował Ostatnią Wieczerzę na parapecie szpitalnego okna w Bulowce, kiedy Pan zasiadł do uczty razem z gołębiami...
I chociaż skrzydła niosły Pana ku słońcu... to Los chciał inaczej bo odebrał Panu równowagę... by mógł Pan dolecieć ku swemu przeznaczeniu...
i te ręce drżące, które niosły okruchy... dla tej zgłodniałej, skrzydlatej rodziny, one dotknęły ziemię rozbolałą, która była zmuszona przyjąć Pana jak marnotrawnego syna...
Bo Lot w przyszłość został przerwany...
Dlatego od dnia dzisiejszego zacząłem bać się pociągów...
Bo - wiem żyję w mieście "Utajonych zawałów"...
Gdzie ze stu wież... co pewien czas wzlatuje w przyszłość niesiony Losem Ikar...
Kiedy Los mnie wyrwał jak bolący ząb z domu i ukrył przed dentystą w mieście "Utajonych zawałów" to Pan, panie Hrabal schował mnie pod te swoje skrzydła... które dzisiaj Pana zdradziły...
A kiedy słyszałem przekleństwa z Pana ust pod swoim adresem to czułem się tak jakby to ojciec mi mądre dawał napomnienia i rady, by życie moje nie odjechało w nieznane jutro pod kołami tego pospiesznego pociągu...
by zdążyły mi wyrosnąć skrzydła... z których pióra krwawym atramentem piszą nasze życia odepchnięte przez sens...
I od dnia dzisiejszego czekam na swój Los, który mi pozwoli dolecieć do tego miejsca skąd Pan odleciał od nas...
I ja tam kiedyś stanę... na parapecie jak na pasie startowym swego życia...
Już dzisiaj widzę Brno Nymburk Pragę Kraków Starogard i...
i wiem, że już nigdy nie przystanę bo z mych płuc wyleciało jak z opony powietrze...
Korona z żywych gołębi wznosi się nad Twoim sercem... bo Bóg wręczył Ci przepustkę do bramy "Niebieskiej"...
P. S.
Z kart Twoich książek padają litery jak łzy...
a kocięta lamentują żałośnie na Twoim grobie...
z kufla wycieka siwa piana Twoich włosów...
a w Złotym Tygrysie Tomasz Mazal odmawia Kadisz...
z plecaka Vaśka Kadleca wypadła ostatnia Twoja książka...
a serce moje bije Ostatnią Godzinę na wieży Ikara...
Panie Hrabal już czas wstawać... czekamy w Złotym Tygrysie...
Panie Hrabal już najwyższy czas wrócić do Kerska...
Panie Hrabal karmiąc gołębie zapomniał Pan nakarmić koty...
Panie Hrabal to nie był zawał to była straszliwa pomyłka Losu...
Panie Hrabal melduje, ze w kondukcie idą wszystkie postacie z Pana książek bo to jest ich ostatni pogrzeb...
Panie Hrabal... Panie Hrabal... słyszałem ostatnie Pana zdanie:
"Okruchy chleba były dzisiaj tak ciężkie... że ściągnęły mnie z piątego piętra na ziemię..."
Praga, dnia 3 lutego 1997 r. F. A. Bielaszewski
(Autor jest długoletnim stałym bywalcem hrabalowskich wtorków u Zlateho Tygra)
| Rachunek z lat 80-tych XX wieku, kiedy autor siadywał we wtorki w Złotym Tygrysie przy stoliku stałych bywalców - tzw. Hrabalowskim. |
 |
 |
Etykietka z piwa z portretem B. Hrabala - w Nymburku. |